Czy ksiądz nie powinien wypowiadać się na tematy polityczne?

Już od dłuższego czasu toczy się rozmowa na temat rozdziału Kościoła od Państwa. Wielu polityków twierdzi, że tak właśnie powinno być, bo Kościół nie może mieszać się w sprawy polityczne, a ma skupić się jedynie na religii i wiernych. Mam więc pytanie… A dlaczego?

Jesteś sprzedawcą w sklepie z kosiarkami. Znasz się na kosiarkach do trawy, jak mało kto. Czy jest to powód do tego, abyś miał się wypowiadać jedynie na temat kosiarek, a nie na temat tego, co podoba ci się w działaniach rządzących, a co nie? Jesteś nauczycielem. Czy Twoim obowiązkiem jest jedynie nauka dzieci przedmiotu, którego uczysz, a na wypowiadanie się na tematy polityczne masz surowo zabronione? Jak wówczas wyglądałby taki kierunek, jak politologia? Mógłbym wymienić każdą branżę i moje pytanie i tak brzmiałoby – a kto ma czelność zabraniać nam mówić o polityce, naszych upodobaniach, naszych poglądach? Czy ksiądz w jakiś sposób różni się od zwykłego człowieka? No raczej nie… Też ma swoje pasje, swoje zainteresowania, swoje poglądy. Dlaczego mamy zabraniać mu o nich głośno mówić? TVN zaprasza do programów „swoich” księży, którzy atakują rząd i tutaj nie robi się problemu? Dlaczego krytykuje się tylko tych kapłanów, którzy popierają partię rządzącą?

Jasne, również uważam, że kościół nie jest może zbyt dobrym miejscem na głoszenie treści politycznych, ale z drugiej strony, czy ktoś nam nakazuje chodzić właśnie do tego kościoła, w którym takie kazania się zdarzają? Wydaje mi się, że w Polsce mamy na tyle dużo kościołów, że spokojnie jesteśmy w stanie wybrać taki, który nam odpowiada. A jestem przekonany, że w większości z nich nie spotkacie się z „politycznymi” kazaniami.

Postawcie się teraz w sytuacji księży. Dajmy na to, że Pan Hołownia, głoszący wszem i wobec o tym, że chciałby rozdziału Kościoła od Państwa, zaczyna głosić, iż jest zwolennikiem rozdziału wszystkich blondynów od Państwa (oczywiście to tylko przykład, ale spróbujmy wyobrazić sobie taką sytuacją). Od teraz każdy, kto jest blondynem, ma zakaz wypowiadania się na tematy polityczne, nie może zabierać głosu w publicznej debacie na temat decyzji rządu, itp. Sorry. To czysta cenzura… Podobnie ma się sprawa z księżmi. Dlaczego mamy cenzurować tylko jedną grupę społeczną? Jakim prawem? Bo taki jest czyjś kaprys? Jeżeli tak, to ja również mam pewien postulat. Jestem za rozdziałem polityków od obywateli. Myślę, że wszystkim nam wyszłoby to na dobre…

Zdaję sobie sprawę, że za terminem „rozdział Kościoła od Państwa” kryje się przede wszystkim finansowanie religii w szkołach, itp. Ale… Jeżeli ktoś nie chodzi do muzeum, dlaczego Państwo wykłada taką kasę na muzea? Polacy podobno w większości omijają je szerokim łukiem. Może więc rozdział Państwa od kultury? Niech prywatne osoby wykładają kasę na kulturę. A czemu nie? To samo dotyczy się np. sportu. Dlaczego Państwo w imieniu osób, które nie interesują się kompletnie sportem, ma finansować sport? Dotyczy to każdej innej gałęzi finansowanej z budżetu Państwa. Czy ktoś się nad tym zastanawiał?

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.