Policjant na boisku, czyli kto zostaje sędzią piłkarskim?

Kolegium Sędziów w Tarnowie po raz kolejny organizuje kurs dla przyszłych arbitrów. Na początku każdego roku w specjalnym szkoleniu bierze udział kilkunastu śmiałków, którzy po zdanym egzaminie przez kilka kolejnych lat biegają z gwizdkiem po zielonej murawie. Wśród nich nie brakuje prawników, adwokatów, policjantów, czy strażaków. Coraz częściej sędziami piłkarskimi chcą zostać też panie…

Zdecydowana większość sędziów piłkarskich sędziowanie traktuje jako pasję, a nie sposób na zarabianie pieniędzy i trudno się temu dziwić. W naszym regionie za bieganie z gwizdkiem po boisku przez 90 minut nie zarobimy zbyt dużo pieniędzy.

Sędziowanie za grosze
Do 20 stycznia 2022 roku można zgłosić się na bezpłatny kurs sędziego piłkarskiego, który organizuje Kolegium Sędziów w Tarnowie. Wymagania w stosunku do przyszłych arbitrów nie wydają się zbyt duże. Kandydat na sędziego musi przede wszystkim charakteryzować się dobrą sprawnością fizyczną, być niekaranym, mieć ukończone 16 lat oraz posiadać średnie wykształcenie lub zaświadczenie o uczęszczaniu do szkoły.

– Kursy organizujemy na początku każdego roku. Przeważnie uczestniczy w nich 15-20 osób, z których około połowa sędziuje później spotkania w rozgrywkach w naszym okręgu – mówi sędzia piłkarski, Sebastian Wiśniowski, który jest jedynym sędzią z okręgu tarnowskiego prowadzącym spotkania na szczeblu centralnym, czyli w rozgrywkach 3. ligi. – Kto najczęściej pojawia się na kursach? Być może niektórzy będą zaskoczeni, ale oprócz osób, które ukończyły AWF i są związani ze sportem, bardzo dużą grupę naszych sędziów stanowią osoby, które na co dzień związane są z prawem, czy sądownictwem. Nie brakuje więc prawników, sędziów sądowych, adwokatów, ale mamy także policjantów, czy strażaków. Cieszy również fakt, że coraz więcej pań chce sędziować spotkania piłkarskie. Zaledwie tydzień po ogłoszeniu przez nas naboru na 2022 rok, zgłosiło się do nas już dwie kobiety.

Łukasz Wiśniowski nie ukrywa, że najlepiej zacząć sędziować już w wieku 17 lat. Wówczas mamy szansę na to, aby z czasem awansować w sędziowskiej hierarchii i prowadzić spotkania w najwyższych ligach w Polsce, a nawet na arenie międzynarodowej. – Kiedy zaczynasz sędziować w wieku 30 lat, twoje szanse na awans do wyższych lig są iluzorycznye. O wiele większe szanse mają młodzi arbitrzy, którzy przez kilka lat sędziują na najniższych poziomach piłkarskich w kraju, a z czasem rzucani są na coraz głębszą wodę. Co ciekawe, uważam że zdecydowanie trudniej jest być sędzią piłkarskim w niższych ligach, niż sędziując spotkania największych gwiazd futbolu. Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta… Najlepsi piłkarze na świecie dysponują świetną techniką. Ich umiejętności piłkarskie są znacznie wyższe, niż zawodników biegających po boiskach B-klasy, czy A-klasy. Wówczas sędziowanie jest przyjemnością. Do tego dochodzi wideoweryfikacja, która pozwala nam przeanalizować sytuację i ewentualnie wycofać się z błędnie podjętej decyzji. W najniższych ligach tego nie ma. Sędzia musi być bardzo skoncentrowany, aby nie popełnić błędu.

Zdecydowana większość sędziów piłkarskich sędziowanie traktuje jako pasję, a nie sposób na zarabianie pieniędzy i trudno się temu dziwić. W naszym regionie za bieganie z gwizdkiem po boisku przez 90 minut nie zarobimy zbyt dużo pieniędzy. Kwoty, jakie „podniesiemy z murawy” za sędziowany mecz, uzależnione są od klasy rozgrywkowej. Stawki od B-klasy do poziomu 4. ligi kształtują się od 100 do 200 zł za mecz. Są to grosze, biorąc pod uwagę, że sędziowie muszą zakupić sprzęt, a także dotrzeć na spotkanie we własnym zakresie.

„Baba będzie sędziować!”
Sylwia Wiatr od 8 lat sędziuje spotkania w naszym okręgu, ale ma za sobą także prowadzenie spotkań w rozgrywkach kobiecej Ekstraligi. 34-latka piłką nożną interesowała się od dzieciństwa, jednak dopiero po namowach kolegów, z którymi studiowała na wrocławskim AWF-ie, zdecydowała się przywdziać strój sędziego piłkarskiego.

– Czy przez to, że jestem kobietą, zawodnicy na boisku traktują mnie inaczej? Raczej tak to nie wygląda… Uważam nawet, że panie często mają trudniej niż panowie, ponieważ nie brakuje głosów, iż kobiety… po prostu nie znają się na piłce, więc tym bardziej nie mogą dobrze sędziować. Do dziś pamiętam jedno ze swoich pierwszych spotkań, jakie sędziowałam. To było 8 lat temu i wówczas sędziujących pań było znacznie mniej niż obecnie. Po przyjeździe na stadion i wyjściu na murawę usłyszałam starszego kibica krzyczącego w kierunku innego – „Ty, patrz! Baba będzie sędziować!”. Dziś już takie komentarze zdarzają się sporadycznie, jednak w dalszym ciągu widok kobiety z gwizdkiem wzbudza zdziwienie. Nasłuchałam się również wielu wyzwisk pod moim adresem z trybun. Doszło nawet do sytuacji, że mój chłopak przestał jeździć ze mną na mecze, bo nie mógł wytrzymać tych wszystkich obraźliwych słów, których byłam adresatem – mówi Sylwia Wiatr.

Co jakiś czas pojawiają się w mediach informacje o pobiciu sędziego, który prowadził zawody na najniższym stopniu piłkarskim w Polsce. Zdarza się także, że sędziowie są zastraszani, wyzywani lub w ich kierunku lecą z trybun niebezpieczne przedmioty. 34- latka nie spotkała się do tej pory z żadną fizyczną agresją pod swoim adresem, więc nigdy nie zastanawiała się nad tym, aby zrezygnować z sędziowania. – Kobieta łagodzi obyczaje. Tak mi się przynajmniej wydaje. W mojej obecności zawodnicy także przeklinają na boisku, ale wydaje mi się, że nie tak często, jak w sytuacjach, kiedy to mężczyźni wcielają się w rolę sędziów. Dodatkowo kilka razy byłam mile zaskoczona sposobem, w jaki traktowali mnie piłkarze, czy działacze klubów. Zdarza się, że zawodnik wstając z murawy po faulu, klęka na jedno kolano. Wówczas niejednokrotnie żartowano sobie ze mnie, iż zaraz będą mi się… oświadczać. Nie brakowało też sytuacji, kiedy po meczach gratulowano mi dobrze prowadzonych zawodów, czy… częstowano odpustowymi cukierkami – śmieje się Sylwia Wiatr i dodaje, że jednym z najciekawszych przeżyć było to, kiedy wraz z jednym z zawodników tuż po zakończonym spotkaniu na murawie szukała… wybitego przez niego zęba. – Bramkarz jednej z drużyn, której sędziowałam spotkanie, po ogromnym zamieszaniu w polu karnym stracił „jedynkę”. Szukaliśmy później jego zęba w trawie. Dziś jesteśmy dobrymi znajomymi i często wracamy do tej sytuacji, śmiejąc się z niej, chociaż wówczas nikomu nie było do śmiechu.

Władza na boisku
Łukasz Giemza, który na co dzień jest komendantem gminnym ZOSP RP w Tuchowie, od blisko 20 lat sędziuje spotkania w naszym regionie. Pytany o to, kto tak naprawdę może zostać sędzią piłkarskim, nie ma wątpliwości, że tylko osoby wysportowane, a przede wszystkim odporne psychicznie mają szansę na sukces. – Przed rozpoczęciem każdej rundy przechodzimy specjalne testy kondycyjne. Musimy je zaliczyć, aby móc sędziować spotkania. Nie da się ukryć, że będąc arbitrem, jesteśmy cały czas pod ogromną presją nie tylko ze strony piłkarzy, czy trenerów, ale przede wszystkim ze strony kibiców. Każda nasza decyzja, która nie spodoba się fanom konkretnej drużyny, spotyka się z falą nieprzychylnych komentarzy pod naszym adresem. Jeżeli nie będziemy przymykać uszu na takie zachowania, to przez całe 90 minut meczu, zamiast skupiać się na rywalizacji na boisku, będziemy koncentrować się na wyzwiskach kibiców kierowanych w naszą stronę. Wówczas z całą pewnością popełnimy mnóstwo błędów – tłumaczy Łukasz Giemza, który dodaje, że w swojej przygodzie z sędziowaniem tylko raz poważnie bał się o swoje bezpieczeństwo. – To było w 2017 roku. Wychodząc z szatni po jednym ze spotkań z dwójką innych sędziów, którzy prowadzili ze mną zawody, zobaczyliśmy, że nasz samochód, którym przyjechaliśmy na mecz, ma spuszczone powietrze w kołach. Kibice byli do nas bardzo negatywnie nastawieni. Zadzwoniliśmy na policję i stadion opuszczaliśmy w eskorcie mundurowych. Nigdy później nie spotkała mnie już tego typu sytuacja, chociaż zdarzały się przypadki, że rzucano w nas butelkami po napojach, czy też mojemu koledze-sędziemu ktoś porysował samochód gwoździem.

Czy policjant na boisku wcielający się w rolę sędziego ma większy posłuch niż pracownik fizyczny lub urzędnik? Niekoniecznie. Wie coś na ten temat Paweł Klimek, rzecznik tarnowskiej policji, który od kilku lat sędziuje mecze piłki nożnej w naszym regionie. – Nie da się ukryć, że wiele osób zna mnie i doskonale wie, że pracuję w policji. Wówczas pojawiają się komentarze typu – „władza na boisku”, itp., jednak uważam, że piłkarze nie traktują mnie jakoś wyjątkowo. Trzeba pamiętać o tym, że w trakcie meczu nie jestem już policjantem, a sędzią piłkarskim. Przekleństwa w moim kierunku ze strony zawodników, czy trenerów nie są czymś wyjątkowym. Zawsze staram się jednak mówić w tego typu sytuacjach, że jesteśmy ludźmi, a nie zwierzętami, więc zachowujmy się odpowiednio, jak na ludzi przystało. Każdy sędzia popełnia błędy. Nie ma ludzi nieomylnych. Jeżeli piłkarz podchodzi do rzutu karnego i go nie strzela, to także miał prawo się pomylić. To samo dotyczy sędziego. Najważniejsze jednak to nie powielać swoich błędów – mówi Paweł Klimek i dodaje – Jeżeli w trakcie meczu zdamy sobie sprawę, że niesłusznie podyktowaliśmy rzut karny lub pokazaliśmy czerwoną kartkę jakiemuś zawodnikowi, nie starajmy się naprawiać swojego błędu przez podyktowanie karnego rywalowi lub ukaranie przeciwnika czerwonym kartonikiem. Takie zachowanie do niczego dobrego nie prowadzi. Wpadniemy w spiralę błędnych decyzji, z której już się nie wywiniemy. Sędziowanie to naprawdę trudny kawałek chleba i wydaje mi się, że nie zrozumie do końca tego ten, kto chociaż raz nie poprowadzi meczu piłkarskiego. Nawet na tym najniższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce…

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.