Strażak w karetce i przymusowe aplikacje w telefonie?

W ostatnich dniach do konsultacji publicznych trafił projekt ustawy o ochronie ludności cywilnej. Projekt przewiduje takie nowe zapisy jak: ambulans w każdej gminnej bazie PSP i OSP, studia z ratownictwa dla strażaków, lekcje z zakresu pierwszej pomocy w szkołach, czy przymusowe aplikacje w nowych smartfonach.

Z myślą o wypełnieniu systemowych luk
Zaprezentowany przez rząd projekt ustawy o ochronie ludności cywilnej ma być bardzo ważnym uzupełnieniem obowiązującej już ustawy o obronie ojczyzny. Nowa ustawa ma kompleksowo uregulować zagadnienia związane z zarządzaniem kryzysowym i obroną cywilną. Poza tym ma także odpowiadać na systemowe luki, które powstały podczas pandemii koronawirusa, czy z powodu wojny na Ukrainie.
Wśród najważniejszych zapisów projektu ustawy można wymienić ten, że zakłada ona, iż odpowiedzialny za ochronę ludności na terytorium Polski będzie premier, natomiast w przypadkach niecierpiących zwłoki odpowiedzialność przejmie minister właściwy do spraw wewnętrznych, który ma być odpowiedzialny również za koordynowanie, w imieniu premiera „wszystkich podejmowanych działań w zakresie ochrony ludności”. Przy premierze RP, tak jak do tej pory ma funkcjonować Rządowy Zespół Zarządzania Kryzysowego, ale jego kompetencje zostaną zwiększone, ponieważ będzie mógł on podejmować decyzję m.in. dotyczącą uruchamiania Sił Zbrojnych RP w przypadkach niecierpiących zwłoki.

Projekt ustawy zakłada również rozbudowę zagadnień przedmiotu edukacja dla bezpieczeństwa. Przedmiot ten jest obecnie realizowany w pierwszej klasie szkoły ponadpodstawowej. Zgodnie z proponowanymi zmianami miałby zostać przeniesiony lub rozszerzony także na ostatni rok nauczania i rozbudowany o zagadnienia o udzielaniu pierwszej pomocy w wymiarze minimum 40 godzin lekcyjnych. Z wyliczeń MSWiA wynika, że nauką objętych zostałoby ok. 450 tys. uczniów w 3444 liceach i 2033 technikach. Według pomysłodawców tych zmian obecnie młodzież nie jest wystarczająco przygotowana do udzielania pierwszej pomocy osobom poszkodowanym w wypadku komunikacyjnym, pomocy przedmedycznej dla starszej grupy społeczeństwa, a także w sytuacji wystąpienia zagrożeń o charakterze militarnym i niemilitarnym w ramach obrony powszechnej.

W projekcie ustawy warto również zwrócić uwagę na fakt, że w przypadku wystąpienia sytuacji kryzysowej, które nie wymagają wprowadzenia stanów nadzwyczajnych, projekt ustawy proponuje trzy stany: pogotowia, zagrożenia oraz klęski żywiołowej. Stan pogotowia ma dotyczyć sytuacji, w której z uwagi na niekorzystne okoliczności wywołane działaniami sił natury lub działalnością człowieka zachodzi konieczność podniesienia gotowości organów administracji publicznej do realizacji zadań z zakresu ochrony ludności, m.in. poprzez wprowadzenie dyżurów, czy wydłużenie czasu pracy urzędów. Stan zagrożenia dotyczyć będzie z kolei sytuacji, w której wprowadzenie stanu pogotowia jest niewystarczające do realizacji zadań z zakresu ochrony ludności i konieczne jest podjęcie przez organy administracji publicznej dodatkowych działań oraz wprowadzenie ograniczeń, zakazów i nakazów obowiązujących podmioty ochrony ludności. Z kolei stan klęski żywiołowej będzie mógł być wprowadzony dla zapobiegania skutkom katastrof naturalnych lub awarii technicznych noszących znamiona klęski żywiołowej oraz w celu ich usunięcia. Trzeba jednak zaznaczyć, że w ramach stanu klęski żywiołowej istnieć będzie możliwość wprowadzenia ograniczeń wolności, praw człowieka obywatela, które będą mogły być stosowane wobec osób fizycznych zamieszkałych lub czasowo przebywających na obszarze, na którym został wprowadzony stan klęski żywiołowe.

Strażak przyjedzie karetką
W projekcie ustawy o ochronie ludności cywilnej, nie zapomniano także o strażakach. Nowa regulacja przewiduje m.in. wzmocnienie Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego, który ma zostać zastąpiony przez Krajowy System Ratowniczy (KSR). W założeniach projektu ustawy przewidziany jest zakup 2812 karetek dla gmin i jednostek Państwowej Straży Pożarnej, uruchomienie studiów z zakresu ratownictwa medycznego w Szkole Głównej Służby Pożarniczej, przeszkolenie około 3 tys. ratowników medycznych w strukturach PSP, czy utworzenie nowej specjalizacji ratownictwa medycznego na potrzeby Państwowej Straży Pożarnej i Ochotniczej Straży Pożarnej. W ten sposób ustawodawca chce uzyskać poziom co najmniej jednego koordynatora w każdym powiecie, nieprzerwanie przez 24 godziny oraz dodatkowo od 6 do 8 ratowników o nowych kwalifikacjach we wszystkich jednostkach ochrony przeciwpożarowej PSP i OSP w KSRG (KSR).
Na pierwszy rzut oka wydaje się to dobre rozwiązanie, ponieważ nie wszystkie gminy w kraju są zlokalizowane blisko szpitala, czy innych jednostek medycznych, więc dostępność ambulansu w jednostce OSP może okazać się świetną alternatywą. Z drugiej zaś strony już pojawiają się głosy, że do obsługi karetek nie wystarczy strażaków, którzy będą mogli pochwalić się odpowiednimi kwalifikacjami. Wielu ochotników ukończyło kurs kwalifikowanej pierwszej pomocy, ale to za mało, aby pracować w ambulansie.

Łukasz Giemza z OSP Tuchów mówi, że w powiecie tarnowskim bardzo mało strażaków-ochotników może pochwalić się ukończeniem studiów z zakresu ratownictwa medycznego. – Na palcach jednej dłoni można policzyć osoby, które mają takie kwalifikacje. Zdecydowanie większe grono strażaków może pochwalić się ukończonym 66-godzinnym kursem ratownika medycznego, tyle tylko, że chcąc obsługiwać karetkę, są to niewystarczające kompetencje. Tuchów jest o tyle w komfortowej sytuacji, że na terenie naszej gminy stacjonuje karetka pogotowia. Nie wiem jednak, jak będzie to funkcjonowało w innych samorządach. Każdy nowy sprzęt, to również nowy obowiązek. Karetka wiąże się dodatkowo z drogim, specjalistycznym sprzętem, który będzie bardzo dużym obciążeniem dla samorządu. Oprócz tego w każdej jednostce musiałyby odbywać się dyżury, w które zaangażowane musiałoby być co najmniej 6-8 strażaków. Nie mogliby być to więc ochotnicy, a osoby zatrudnione na etat. Na razie znamy za mało szczegółów, aby wydać jednoznaczną opinię na temat proponowanych zmian…

Z kolei Andrzej Mróz, obecnie wójt Wierzchosławic, a były strażak PSP oraz były komendant miejski Państwowej Straży Pożarnej w Tarnowie mówi, że wymagania stawiane przed strażakami OSP, którzy mieliby jeździć karetkami, są za wysokie. – Chciałbym, aby w społeczeństwie funkcjonowało jak najwięcej strażaków, którzy są strażakami medycznymi. W przypadku strażaków OSP wystarczające byłoby jednak, aby ambulansami mogli jeździć ratownicy po kursie kwalifikowanej pierwszej pomocy. W dwóch jednostkach OSP w naszej gminie takich strażaków jest 19, więc to wystarczająca liczba. Dyżur stały, wiąże się z bardzo dużym kosztem, który państwo musiałoby wziąć na siebie. Kiedy pracowałem w PSP w Tarnowie, mieliśmy ponad 100 strażaków z wykształceniem medycznym, którzy jednocześnie pracowali w pogotowiu. O ile w przypadku PSP wprowadzenie do obsługi karetek nie byłoby problemem, właśnie ze względu na kwalifikacje strażaków, o tyle w OSP byłoby to bardzo trudne. Jednostki OSP zawsze były traktowane jako jednostki wspierające. Ratownik na dyżurze stanowi tak naprawdę filię pogotowia ratunkowego. Wydaje mi się również, że w związku z planowanymi nowymi obowiązkami dla strażaków-ochotników należy także rozważyć finansowanie kosztów wypłaty ekwiwalentu za udział w akcjach ratowniczych na zasadach WOT z budżetu państwa.

Specjalne aplikacje w telefonach
Projekt ustawy o ochronie ludności oraz stanie klęski żywiołowej zawiera jeszcze jeden bardzo kontrowersyjny zapis. Według pomysłodawców nowej ustawy alerty SMS informujące obywateli o możliwych zagrożeniach i zbliżających się wyborach to za mało i w nowych smartfonach powinny przymusowo znaleźć się dwie aplikacje: Regionalny System Ostrzegania oraz Alarm112. Co ciekawe, instalować mieliby je sprzedawcy urządzeń.

W aplikacji RSO umieszczane są ostrzeżenia drogowe, meteorologiczne, dotyczące stanu wód, a także poradniki dotyczące udzielania pierwszej pomocy. Z kolei aplikacja Alarm 112 ułatwia powiadamianie służb o zagrożeniach. Warto zaznaczyć, że obie aplikacje są obecnie dostępne dla użytkowników smartfonów, jednak nie cieszą się zbyt wielką popularnością. Jedna z nich ma 100 tys. pobrań, a druga zaledwie 10 tys.

O zdanie w tej kwestii postanowiliśmy zapytać jednego z przedstawicieli operatorów telekomunikacyjnych, który uważa, że narzucanie użytkownikom aplikacji, które dodatkowo są promowane przez rząd, nie jest najlepszym pomysłem. – Zaczną się podejrzenia. Niektórzy będą uważać, że aplikacje będą nie tylko służyły obywatelom, ale mogą im również szkodzić, przede wszystkim, jeżeli mówimy o prywatności, ponieważ obie aplikacje wykorzystują dostęp do lokalizacji użytkownika. Zresztą obecnie popularność obu „apek” jest bardzo mała, chociażby w porównaniu z mObywatelem, którego instalacja jest dobrowolna. Alerty można byłoby włączyć właśnie do tej aplikacji, a nie narzucać obywatelom nowych. Dodatkowo trudno wyobrazić sobie sytuację, że właściciele sklepów na własną rękę będą dokonywali instalacji wymaganych przez rząd aplikacji. Fakty są takie, że jeżeli operator telekomunikacyjny chciałby zainstalować w smartfonie konkretną aplikację, powinien porozumieć się z dostawcą urządzeń, m.in. z Chin, gdzie produkowany jest taki sprzęt, a to wiąże się z olbrzymimi kosztami – mówi nasz rozmówca.

Projektowana ustawa ma wejść w życie 1 stycznia 2023 roku. Wówczas stracą moc: ustawa o stanie klęski żywiołowej, ustawa o zarządzaniu kryzysowym, ustawa o szczególnych rozwiązaniach związanych z usuwaniem skutków powodzi oraz wspomniana część ustawy o wyrównywaniu strat majątkowych.

Autor: Sebastian Czapliński/ TEMI.pl

*Tekst ukazał się na łamach tarnowskiego tygodnika TEMI.

Comments are closed, but trackbacks and pingbacks are open.